niedziela, 19 kwietnia 2015

∆ PROLOG ∆


Nawet bólu, ode mnie odszedł. Czułam się strasznie lekka. Powieki miałam wciąż zaciśnięte. Nie miałam odwagi ich otworzyć. Zewsząd dobiegały głosy znajomych herosów, tylko że nie były radosne, wręcz przeciwnie - głosy lamentu i płaczu. Były przepełnione bólem.
Odważyłam się otworzyć oczy. To co zobaczyłam sprawiło że miałam je ochotę znów zamknąć. Mój kochany Obóz Półkrwi był w totalnej ruinie. Dzieci Apolla, a raczej ich resztka starała się uzdrowić jak największą liczbę rannych. Dzieci Aresa i Ateny walczyły ramię w ramię odpierając natarcia potworów. Magiczna bariera  upadła, wraz z zniknięciem złotego runa.
Każdy heros posiadający błogosławieństwo lub magiczne zdolności starała się utworzyć jakąkolwiek barierę ochronną nad resztą.
Herosi opadali z sił a potworów przybywało. Ruszyłam w stronę chroniącej się grupki ostatnich półbogów. Próbowałam użyć swoich mocy na bestiach lecz nie działały.
Trzask. Krzyk. Płacz.
 Kolejna linia obrony upadła. Ściągnęłam zawieszkę łuku z mojej bransoletki. Broń z przemieniła się do normalnych rozmiarów. Z naciągniętą strzałą na cięciwie, ruszyłam w środek grupki, czyli rannych. Z góry nadleciał potwór którego nie mogłam sobie nazwy przypomnieć. Jedna po drugiej wystrzeliłam kilka strzał prosto w potwora, lecz nic się nie stało. Potwór był coraz bliżej, a moje strzały przelatywał przez niego jakby były powietrzem. Potwór powalił kolejnych walczących. Bezradna odskoczyłam do tyłu i dopiero wtedy zobaczyłam rannych i martwych. Byłam tam ja! Moje strasznie pokiereszowane ciało leżało obok zwłok Nico, Amber i Dylana.

1 komentarz:

  1. Narazie bardzo mi się podoba.Troszku interpunkcja i budowa zdania leży,ale jest ok ;)

    OdpowiedzUsuń