niedziela, 19 kwietnia 2015

∆ ROZDZIAŁ 1 ∆

Może zacznę od tego że nazywam się Alex Spears i mam 14 lat.
Mam proste czarne włosy, obcięte w pazurki do łopatek, oczy w kolorze chmur burzowych strasznie bladą karnacje, i ok. 1,65 wzrostu.
Za bardzo nie potrafię się opisać ale zazwyczaj jestem zazdrosna, chamska, wredna, wybuchowa i nie obliczalna.
Mam dysleksje, ADHD i schizofrenie. Słysze głosy, widzę dziwne stworzenia.
Mieszkam z tatą, na przedmieściach Manchattanu w starej kamienicy.
Moje relacje z ojcem są jak psa z kotem.
Mama zostawiła mnie parę dni po moich narodzinach a ojciec nigdy nie chciał mi wytłumaczyć dlaczego, ogólnie temat matki jest zakazany. Czasami mi jej brakuje, ale to tylko przejściowe nic nie znaczące uczucia. Ojciec wiecznie przyprowadza nowe kobiet, a żal po odejściu matki ciągle się w nim tli. W sumie podziwiam go za  to że po tylu latach nadal darzy ją uczuciem, nadal czeka aż wróci.
Ale ona nigdy nie wróci.
Wiele razy powtarzał że to moja wina że odeszła, że gdybym się nie urodziła nadal była by z nim.
Prościej mówiąc ojciec mnie nienawidzi. Traktuje mnie jak szmacianą lalkę bez uczuć którą może pomiatać, na którą może wydrzeć się kiedy ma gorszy dzień.
W szkole wcale nie jest lepiej.
Chodzę do Welton Academy - szkoły dla trudnej młodzieży. Ojciec wysłał mnie do niej w szóstej klasie kiedy po wspólnej kłótni uciekłam z domu, upiłam się do nieprzytomności i pocięłam całe ręce. Wylądowałam wtedy na miesiąc w szpitalu, a po wyjściu mi się oberwało za wszystkie czasy.
Obecnie jest 17 czerwiec. Ostatni dzień do szkoły i wolne. Niby nic nie może się zdarzyć a jednak. Ja jestem do wszystkiego zdolna, a wszystko zaczęło się już z samego rana.
O 6.20 obudził mnie promienie wschodzącego słońca ~ przeklęty Apollo ~. Zrzuciłam czarny koc który jak co rana okazał się strasznie ciężki i swą mocą wzywał mnie do łóżka.
Wygrzebałam się z mojej twierdzy i ruszyłam w stronę łazienki. Po drodze z szafy wyjęłam szare dresy, czarną koszulkę z logiem Batmana, i czarno-białe conversy.
Jak skazaniec na ścięcie, powlokłam się do łazienki, rzucając ostatnie tęskne spojrzenie na łóżko.
 Mały niebieski pokoik z prysznicem i umywalką. Pod oknem wisiał kaloryfer, a pod umywalką mała szafka.
Cisnęłam ubrania obok kaloryfera i stanęłam przed lustrem. Wglądałam okropnie. Ostatnie nie przespane noce i romanse z żyletką dały się we znaki. Przejechałam ręką po włosach. Strasznie zniszczone od prostownicy, suche, połamane i w dodatku w połowie sprane pomarańczowe końcówki sprawiały że wyglądałam okropnie.
Odeszłam od lustra i wzięłam szybki prysznic.
Ubrałam się i wysuszyłam włosy.
Wróciłam do pokoju i rzuciłam to w czym spałam na łóżko.
Podniosłam materac i wyciągnęłam paczkę papierosów i zapalniczkę.
Czemu pale? Papierosy to moja własna odskocznia od świata i problemów z nim związanymi. Schowałam papierosy, do kieszeni i zbiegłam po schodach do kuchni.
Uderzył mnie zapach starej pizzy i drogich perfum.
Przystopowałam przed drzwiami myślą czy wejść czy nie.
~ Tata jest w domu, nie dobrze ~ pomyślałam, jednak mój żołądek mówił sam z siebie.
Niepewnie weszłam do kuchni. Ojciec siedział przy stole z papierosem w ustach gazetą w rękach i miną rasowego mordercy. Obok niego na stole leżała szara popielniczka i kubek super mocnej kawy. W końcu odważyłam się i weszłam do kuchni. Pomieszczenie nie wiele większe od mojego pokoju, czyli małe. Na środku stał biały okrągły stół i cztery szare krzesła. Na wprost drzwi stały wypłowiałe zielone szafki, a nad nimi wisiały metalowe półki z wszystkim czego dusza zapragnie. Po lewej stronie znajdowało się wielki okno które prowadziło na balkon. Po prawej stronie znajdowała się lodówka, kuchenka gazowa i półka z ekspresem do kawy.
- Cześć Spite! - powiedział obojętnym tonem nawet nie podnoszą wzroku znad gazety.
- Nie mów tak do mnie nie mam 5 lat - warknęłam. Podeszłam do szafki przy i wyjęłam płatki czekoladowe.Z lodówki wyjęłam mleko. Nasypałam je do miski i oparłam się o blat. Przeżuwałam płatki i przeszywałam ojca spojrzeniem pełnym nienawiści. Miałam przeczucie że zaraz wyskoczy z kolejnym głupim pomysłem którego ja będę główną bohaterką.
O dziwo odłożył gazetę, splótł ręce i spojrzał w moją stronę. To było spojrzenie które dobrze znałam, to którym karci się małe dzieci kiedy zrobią coś naprawdę złego. W moim przypadku coś zawsze oznaczało para normalne zjawiska. Na kilometry przyciągałam dziwne stworzenia. Bardzo dziwne, z czego zawsze były dość duże kłopoty. W dodatku jest mistrzynią kłamstwa i wkurzania innych. Jego zielone tęczówki przeszywały mnie z nienawiścią
- Spite... - przerwałam.
- Alex! - warknęłam - ... wyjeżdżasz na survival do Nevady - powiedział obojętnym tonem. Zakrztusiłam się płatkami.
- Że co proszę?! -krzyknęłam
- Na całe wakacje wyjeżdżasz do Las Vegas i... - nie dokończył. Rzuciłam miską co dało mi kilka sekund oszołomienia ojca i wybiegłam z domu.
Po tej ciekawej informacji miałam ochotę komuś porządnie przyłożyć.
~ NIE! ~ skarcił mnie głos w głowie.
Przebiegła trzy przecznice, nawet nie wiem po co.
Przystopwałam. Wyciągnęłam pudełko czerwonych  Marlboro. Wsadziłam papierosa do ust i podpaliłam go zapalniczką. Z każdym kolejnym zaciągnięciem się czułam jak problemy stają się przeszłością. Czułam jak nikotyna delikatnie łaskocze moje gardło. Liczyła się tylko ta obecna chwila.
Każdy osoba która mnie mijała patrzyła się na mnie jak na morderczynię.
W sumie tak było zawsze. Zawsze byłam traktowana jak wyrzutek, nigdy nigdzie nie pasowałam.
Welton Academy to moja dziewiąta szkoła z rzędu. To przykre, ale taka prawda.
Właśnie weszłam w Over Street kiedy wpadł na mnie jakiś chłopak, wyciągając mnie z zamyślenia.
Upadłam na chodnik który i tym razem okazał się twardy.
- Patrz jak łazisz! - warknęłam do chłopaka.
- Ehm... wybacz nie widziałem cię - odpowiedział
- Tak jak wszyscy -  mruknęłam.
Chłopak wstał i dopiero wtedy mu się przyjrzałam.
Był strasznie blady, o dziwo bardziej ode mnie. Miał ciemne oczy i rozczochrane czarne włosy. Ubrany był w czarne dżinsy, wojskowe buty i za dużą kurtkę lotniczą. Zamiast paska miał łańcuch a na czarnej koszulce widniały czaszki i piszczele. U jego boku wisiał wielki czarnym miecz!
- Na co ci to ? No chyba nie powiesz mi że to breloczek do kluczy! - powiedziałam ironicznie i wskazałam na broń.
Popatrzył się na mnie jak bym miała coś nie tak z głową. No w sumie.
- Ty go widzisz ? - spytał zdziwiony.
- A ty nie ? - skrzyżowałam ręce i dalej siedziałam na chodniku przeszywając go spojrzeniem.
Na jego twarzy malowała się mina jakby chciał mnie poprosić do wspólnego kopania zwłok.
- Jestem Nico - odpowiedział po chwili.
- Alex.
Podał mi rękę żebym wstała, prychnęłam i sam się podniosłam. Otrzepałam dresy. Wsadziłam ręce do kieszeni i ruszyłam w stronę szkoły. Rzuciłam się w tok myśli i zapomniałam o całym świecie. Nagle poczułam jak coś zimnego łapie mnie za prawą rękę.
Odruchowo zamachnęłam się z całej siły. Gdyby nie to że Nico miał taki refleks, to z jego twarzy był by kisiel.
Złapał mnie za nadgarstki i zmusił do spojrzenia w oczy. Czarne piękne oczy, czarne jak podziemie.
- Posłuchaj mnie... - zaczął ale mu przerwałam.
- Nie - po czym wyślizgnęłam się z jego objęcia i pobiegłam przed siebie.
Następne kilka chwil działo się jak przez mgłę.
Zobaczyłam jakieś  dwa dziwne stworzenia przypominające...  no nie wiem.
~ Empuzy ~ nasuwały mi się myśli.
Kiedy mnie zobaczyły wytrzeszczyły oczy, obnażyły zęby i rzuciły się w moją stronę.
~ No zrób że co bo zginiesz ~ podpowiadał głos.
~ Ale co ?! ~ odpowiedziałam
~ Ty już dobrze wiesz co ~ i na tym skończyła się moja rozmowa.
Skupiłam całą swoją wolę
~ moc ~
~ och zamknij się ~
na potworach. Jakaś tam część mojego umysłu rejestrowała że Nico walczy breloczkiem-mieczem.
Nagle potwory przestały nacierać na Nico i rzuciły się sobie do gardeł.
Chłopak stał jak by zobaczył zielony śnieg w lipcu, a ja czuła że robi mi się coraz słabiej. Najdziwniejsze było to że ludzie patrzyli się na Epuzy jakby biły się łyse koty, a nie dwa mityczne potwory, rodem z Podziemia.
- To nie możliwe - wyszeptałam
- Alex posłuchaj mnie... - osunęłam się na ziemie - co ci ? - spytał przerażony.
- Nie...nie wiem.
Robiło mi się coraz słabiej, a potworom powoli wracała świadomości tego co robią.
Zemdlałam.
W śnie ukazała mi się piękna kobieta, w białej greckiej sukni.
Miała ciemno niebieskie oczy i długie bujne czarne włosy. Była dziwnie podobna do mnie!
Znajdowała się w jakiejś naprawdę wielkiej sali tronowej, w której było dwanaście tronów, a pośrodku płonęło ognisko.
- Witaj Spite.
Zamurowało mnie.
Tylko ojciec tak do mnie mówił po tym jak moje 5 urodziny skończyły się tym że włosy miałam całe w Sprajcie.
- Ehm...dzień dobry? - wydukałam
Uśmiechnęła się smutno. Była piękna, ale wszystko wskazywało na to że bardzo cierpiała.
Patrzyła na mnie jakby rozważała ile prawdy mi powiedzieć.
Nagle drzwi <których o dziwo wcześniej nie zauważyłam> otwarły się z hukiem. Do środka wszedł chłopak który mógł mieć najwyżej 17 lat. Miał złociste blond włosy i jasno niebieskie oczy.  Ubrany był w białą koszulkę z logiem Green Day i czarne rurki. W uszach miał słuchawki przez które leciało AC/DC tak głośno że nawet ja słyszałam.
Kobieta zrobiła się strasznie nerwowa.
Popatrzyła mi prosto w oczy. Teraz nawet ja odczułam jej smutek. Po chwili odezwała się smętnym tonem.
- Pamiętaj Alex, nawet ideały mają skazę - wymusiła na twarzy ostatni uśmiech i machnęła rękom. Obraz zaczął się rozmywać, ale usłyszałam ją jeszcze.
- Apollo co ty na Hades wyprawiasz?!
A więc ten chłopak to był Apollo. No tak był greckim bogiem ale to nie mógł być ten Apollo. Niestety jakaś cząstka mnie podpowiadałam mi że on był prawdziwy. W takim razie kim była ta kobieta? Przez rozmyślanie o bogach nawet nie zauważyłam kiedy przeniosłam się do lasu, a dokładniej nad rzekę. Na niebie górował księżyc i tysiące gwiazd. Letni wiatr rozwiał mi włosy. Poczułam zapach wody morskiej i świerków. Las dał mi poczucie prawdziwego domu, którego nigdy nie miałam. Ta chwila mogła by trwać wiecznie. No ale cóż. W końcu dobiegł mnie zapach stęchlizny i rozkładających się zwłok. Po chwili usłyszałam szept. Dojrzałam nad brzegiem rzeki zarys dwóch ciemnych sylwetek. Kłóciły się. Bezszelestnie podeszłam do postaci. Stanęłam za drzewem, metr od nich. Był to Nico. Kłócił się z jakimś na wpół przeźroczystym mężczyzną, lewitującym nad taflą wody. Skupiłam się i zaczęłam słuchać.
- Ona nie powinna istnieć! - wykłócał się mężczyzna.
- Ale istniej, co ci do tego?! - odpyskował Nico - Ja też powinienem nie żyć! - krzyknął.
- Nico proszę cię, sam wiesz jak było. - powiedział mężczyzna znużonym głosem. Wyglądało to tak że wiele razy bez skutku przerabiali ten temat.
- Niestety - wycedził chłopak.
- Jako książę podziemia masz obowiązek ją zgładzić! - powiedział bardzo przekonująco mężczyzna
- Nigdy tego nie zrobię. - odrzekł stanowczo chłopak.
- Oj jeszcze będziesz błagał o śmierć tej dziewczyny - nagle jego twarzy namalował się złośliwy uśmieszek - O proszę księżniczka słucha, więc połowa roboty za tobą
Nico odwrócił się gwałtownie i wpatrywał się w ścianę lasu. Chociaż stałam metr od niego nie dostrzegł mnie. Mężczyzna jeszcze szerzej się uśmiechnął. Pstryknął palcami i obraz polany zaczął się rozmywać.
Gwałtownie usiadłam na łóżku. Po chwili dotarło do mnie że po policzkach spływają mi łzy. Wytarłam je rękom.
~ musisz być twarda ~ podpowiadał mi wewnętrzny głosik. Zaczęłam głęboko oddychać. Po chwili się uspokoiłam. Omiotłam spojrzeniem miejsce w którym się znalazła. Dość duża biała sala z około 20 łóżkami. Wszystkie były wolne. Przez okna wdzierały się promienie słońca. Wyglądała jak mini szpital. Musiał być ranek. Zaczęłam bawić się kosmykami włosów. Po dobrej chwili dotarło do mnie że obok mojego łóżka siedzi jakiś chłopak, który bawił się długopisem. Spojrzałam w jego stronę i serce zaczęło mi szybciej bić. Chłopak był naprawdę ładny. Wyglądał na 16 lat. Czarne włosy łobuzersko opadały mu na czoło, tworząc grzywkę. Spod czarnych kosmyków wyłaniały się morskiego koloru oczy. Ubrany był w pomarańczową koszulkę z napisem Obóz Półkrwi,  czarne rurki i trampki. Po dobrej chwili dotarło do mnie że patrzę na chłopaka z otwartymi ustami. Szybko się opamiętałam i zrobiłam jakąś minę. Chłopak zaczął się śmiać, a ja doszłam do wniosku że pewnie wyglądam naprawdę głupio i również zaczęłam się śmiać.
- No ej! - powiedziałam w przerwie między śmiechem.
- Wybacz - powiedział i obdarował mnie promiennym uśmiechem. Nie wytrzymałam i również się uśmiechnęłam.
- Jestem Percy.
- Alex. Gdzie ja w ogóle  jestem? - spytałam. Percy wstał z krzesła i schował długopis do kieszeni
- Witaj w obozie półkrwi! - uśmiechnął się.
- Chwila, chwila gdzie? Co? Że jak?! - zaczęłam się trochę denerwować i czuć się bezradnie. Percy chyba to zauważył.
- Spokojnie, wszystko ci wytłumaczę - powiedział cierpliwie - przejdziemy się? -spytał.
- Em...dobra. - zeskoczyłam z łóżka i straciłam równowagę. Jak zwykle, Alex ciapa. Chłopak złapał mnie w tali w ostatnim momencie i przyciągnął do siebie. Nasze twarze dzieliły milimetry. Nadal był ode mnie dużo wyższy, ale dopiero teraz dostrzegłam jego niesamowite oczy. Były jak zburzone morze. Tyle bólu w oczach widziałam po raz pierwszy. Pachniał świeżą bryzą, że aż odczułam potrzebę przytulenia się do niego.
~ hamuj się ona ma dziewczynę! ~
Głos w mojej głowie zazwyczaj miał rację, ale tym razem go zignorowałam. Percy miał to wszystko co na pierwszy rzut oka ceniłam u chłopaków. Poczułam nie odpartą chęć pocałowania go. On chyba też tego pragnął bo milimetry dzieliły nas od siebie. Magiczna chwila, tylko ja i Percy. No ale cóż, ja nie mam szczęścia do niczego. Chłopak szybko mnie puścił i odskoczył kilka kroków w tył i rozejrzał się po sali.
Poczułam się strasznie głupio. Stanęłam jak słup soli i wlepiłam wzrok w podłogę. Zaczęłam się bawić bransoletką.
- Och daj spokój - zawołał - wychodź Afrodyto!  - imię bogini wymówił wręcz z obrzydzeniem. Nagle przede mną zmaterializowała się bogini. Była tak piękna że poczułam się przy niej jak szara myszka bez ogona. Miała idealną sylwetkę. Blond włosy spływały kaskadami po jej ramionach. Na twarzy miała lekki makijaż podkreślający idealne jasno-niebieskie oczy. Ubrana była w letnią czerwoną sukienkę i białe baletki. Wyglądała jakby co dopiero wyszła z wybiegu. Obdarowała mnie i Percy'iego promiennym uśmiechem, ukazując dołeczki w policzkach i równe i białe zęby. Nawet uśmiech miała idealny. Chłopak zirytowany wywrócił oczami. Poczułam odrazę do bogini. Była bardzo podobna do dziewczyn z moich szkół, które na siłę starały mi się uświadomić że z takim wyglądem nigdzie nie pasuje.
- Oj skarbie przecież się nic nie stało - powiedziała z udawaną przykrością, ale najwyraźniej Percy jej wierzył. Był jak w transie. Poczułam jak złość się we mnie zbiera. Z całej siły przywaliłam chłopakowi łokciem w żebra.
- Ała za co?! - krzyknął.
- Percy ona bawi się magią na tobie! - krzyknęłam.
Afrodyta zrobiła minę ciekawej pięciolatki.
- Czy aby na pewno? - spytała znów przekonująco. Zaczęła mnie irytować.Wróciłam oczami i skrzyżowałam ręce.
- Tak na pewno. O co ci chodzi? - ta bogini jest taka tępa czy mi się wydaje?
- O co mi chodzi? Dziewczyno potrafisz oprzeć się mojej magi! Ja jestem boginią, a ty zwykłym herosem! - pisał rozżalona bogini piękna. Chyba skończyła z magią, bo Percy od razu się jej postawił.
- Dasz mi wreszcie spokój? Ann nie wróci! Więc łaskawie skończ mnie swatać z każdą dziewczyną z obozu! - krzyknął.
- Och daj spokój, nie chciałeś pocałować Alex? - i puściła oko do nas obojga.
- Nigdy nikogo nie będę tak kochać jak Annabeth - to powiedziawszy chwycił mnie za rękę i wyciągnął z sali. Za nami było słychać krzyki bogini.
- Pamiętaj chłopcze, miłość nie wybiera, ale ja tak! - głos miał jak prezenterki w talk showach.
Chłopak zaczął kląć po grecku, a ja o dziwo rozumiałam każde słowo.

2 komentarze:

  1. Składnia nadal leźy [*]
    Mimo błędów zaciekawiłaś mnie :)
    Co zrobiłaś,Ann?!
    Czasami tekst wygląda jakby kawałek został wycięty lub niedopisany :/ Zwracaj na to uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "- Na co ci to ? No chyba nie powiesz mi że to breloczek do kluczy! - powiedziałam ironicznie i wskazałam na broń."
    Hahahahahahahahhah XD Uwielbiam ten tekst xd
    "- Och daj spokój - zawołał - wychodź Afrodyto! - imię bogini wymówił wręcz z obrzydzeniem. Nagle przede mną zmaterializowała się bogini. Była tak piękna że poczułam się przy niej jak szara myszka bez ogona."
    Takie: Wiem że tam jesteś! xd
    Super blog i mam nadzieje że będzie next ^^
    Ps.Co zrobiłaś z Ann... Aż mi się smutno zrobiło Percy'ego ;-;

    OdpowiedzUsuń